Po doświadczeniach huculskich, kolędowaniu w podszczecińskich wsiach oraz kilku zorganizowanych w Kanie warsztatach postanowiliśmy przedsięwziąć wyprawę kolędniczą do środowisk polonijnych  na Bukowinie rumuńskiej.
Naszym celem były głównie wsie: Plesza i Nowy Sołoniec, a także  wielokulturowa, polsko-ukraińsko-niemiecko-rumuńska Kaczyka (Cacica).

Plesza

Plesza to wieś wyjątkowa,  założona na początku XIX wieku przez górali czadeckich, składająca się wyłącznie z mieszkańców pochodzenia polskiego,  w której nadal - od ponad 200 lat - język polski jest językiem pierwszym i powszechnym  (po polsku rozmawia się w całej wiosce, dzieci poznają ten język w domach jako pierwszy,  rumuńskiego uczą się zazwyczaj przed pójściem do szkoły).

Na Bukiwnie byłem wcześniej kilka razy, w Pleszy nie miałem jednak dotąd osobistych kontaktów. Wiedząc, że w wyniku długotrwałej izolacji, w mowie zachowało się tam wiele nieużywanych już w kraju zwrotów i wyrazów, a język posiada wyjątkową melodykę, byłem bardzo ciekaw czy i w jakiej formie funkcjonują tam zwyczaje i pieśni związane z okresem Bożego Narodzenia, oraz jak tamtejsza społeczność zareaguje na naszą inicjatywę.
Wyprawa miała więc w zamyśle stanowić impuls, sposobność do nawiązania kontaktów, poszukiwań i wymiany, w której nie jesteśmy jedynie biernymi odbiorcami. Status kolędników  pozwalał nam stworzyć taką relację w sposób naturalny, jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że nasza niezapowiedziana obecność może być różnie potraktowana.
Wszelkie obawy rozwiały się jednak z chwilą wejścia do pierwszego domu. Okazało się, że  szybko straciliśmy panowanie nad przebiegiem spotkania -  mieszkańcy przekazywali nas sobie z domu do domu, będąc jednocześnie naszymi przewodnikami. W dodatku  inni, mijani przez nas gospodarze czekali w tym czasie przed swoimi domami nawołując z daleka i zapraszając do środka. W konsekwencji, pierwszego dnia kolędowaliśmy do późnej nocy z trudem wymawiając się od noclegu (ponieważ byliśmy wcześniej zakwaterowani w Nowym Sołońcu). Na kolejne dni zostaliśmy już w Pleszy, by spotkać się z mieszkańcami w czasie zainicjowanego przez nas zgromadzenia, rozmawiać, muzykować, śpiewać i słuchać licznych, śpiewanych przeważnie w dwugłosie pięknych kolęd gospodarzy.

Kaczyca (Cacica)

W Kaczycy (Cacica) nawiązaliśmy z kolei bardzo serdeczną relację z p. Krystyną i Maciejem Cehaniuc. Dzięki ich zaangażowaniu udało nam się praktycznie z dnia na dzień stworzyć wspólną polsko-polinijno-rumuńską grupę kolędniczą z którą , tuż po zachodzie słońca w Święto Trzech Króli ruszyliśmy po domach. Gospodarze, przebrani  w barwne stroje i dość współczesne maski, byli naszymi przewodnikami prowadząc nas sobie znanymi ścieżkami. Odwiedzaliśmy zarówno polskie jak i rumuńskie domy wykonując na przemian nasz repertuar z tradycyjnymi kolędami rumuńskimi.

W obu przypadkach po raz kolejny mogliśmy się przekonać, jak niezwykłą moc może mieć pieśń oraz życzenia wypowiadane/wyśpiewywane w tym szczególnym czasie. Wydaje się jednak, że w tych oddalonych od polski regionach wybrzmiewały one jeszcze mocniej i bardziej poruszająco - zarówno dla nas, jak i odwiedzanych mieszkańców. Szczególnie interesujące były spotkania, w których mogliśmy odkrywać, że znany nam, stary repertuar kolędniczy nadal w tych miejscach funkcjonuje, jednak w innych wersjach melodycznych (tak było m.in. z kolędami „O Józefie, czego chcecie”, „Paśli pasterze woły” czy „Dzieciątko się narodziło”).

 

Postanowiliśmy wrócić do Polski przez Ukrainę zatrzymując się na jedną noc na Huculszczyźnie w Bystrecu, spotykając po drodze huculskich i zakarpackich kolędników.

Wyprawa została zorganizowana spontanicznie, bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego Z inicjatywy Daniela Jacewicza – szefa Teatru Brama i mojej. Wzięli w niej również udział: Ola Nykowska, Piotr Nykowski, Jenny Crissey,  Kasia Kapela,  Jacek Timingeriu oraz Stanisław Bielecki.